Przychodnia.pl
Niedziela 19. Listopada 2017r
Seweryna, Elżbiety

linki sponsorowane, reklamy

Postęp cywilizacyjny deprecjonuje starość?
Do dzisiaj zastanawiamy się, jakimś celem i pożytkiem dla rodzaju ludzkiego „kierowała się ewolucja”, pozwalając gatunkowi ludzkich istot zachowywać ludzi starych i osiągać niekiedy matuzalemowy wiek poszczególnym jego osobnikom. Przypuszcza się, że powodem tym było gromadzenie i przechowywanie wiedzy przez owe starsze osobniki a może stwarzanie dodatkowego zabezpieczenia dla pokolenia wnuków, gdyby na skutek zrządzenia losu rodzice gdzieś się zawieruszyli. Faktem bezspornym jest, że człowiek jest wyjątkiem w królestwie żywych istot, jeśli chodzi o długość życia po okresie rozrodczym. Chociaż ludzkość od dawna znalazła lepsze nośniki wiedzy niż pamięć ludzi starszych to jednak z punktu widzenia ewolucji owo „dawno” to zaledwie kilka tysięcy lat, a taki okres jest w kategoriach czasu ewolucji „chwilką tylko” i nie może mieć istotnego wpływu na to, co dzieje się i będzie dziać z pokoleniami osób sędziwych w najbliższych dziesiątkach, a może nawet setkach lat.

Czym jest starość?
Starość jest naturalnym okresem życia, następującym po wieku dojrzałym, tak jak młodzieńczość, poprzedzana przez dzieciństwo, jest okresem życia człowieka przed wejściem w wiek dojrzały.
Czasem mówi się o niej jako o jesieni życia, przez analogię do pór roku, następujących kolejno po sobie w życiu przyrody. Obcując z przyrodą, doświadczamy stale owego cudownego przemieniania się pór roku. Zmieniają się krajobrazy. Pola, łąki, góry zaskakują odmianą kolorytów, kształtów. Podobieństwo zmienności w zależności od przyrodniczych rytmów biologicznych do zmian w naszym życiu nasuwa się samo. Wszak i my jesteśmy cząstką owej zmieniającej się natury.

Człowiek dzięki samoświadomości i refleksji różni się od całej otaczającej go rzeczywistości.
Jest i podmiotem owych zmian, i ich przedmiotem. Życie ludzkie również w wymiarze duchowym składa się z kolejnych, przemijających etapów. Dzieciństwo, a zwłaszcza młodość, powinny być czasem, w którym człowiek stopniowo uczy się być członkiem społeczeństwa. Zręby i podwaliny swego życia realizuje zaś w wieku dojrzałym. Po ich zrealizowaniu starość nie powinna być uciążliwa, kiedy zazwyczaj ustaje burza namiętności, a czas służy spokojniejszej refleksji i pomnaża mądrość. Może to być czas udanej służby społecznej. Pisze o tym Cyceron:
Mówić zatem, że ludzie starzy nie mogą już brać udziału w czynnym życiu, to tak, jakby twierdzić, że na okręcie sternik jest bezczynny, gdyż siedzi spokojnie na rufie, trzymając ster w ręce, podczas gdy inni są w ruchu, biegają na wszystkie strony, wspinają się na maszty, czerpią wodę. Starzec, oczywiście, nie robi tego, co robić mogą tylko ludzie młodzi – ale to, co robi, jest o wiele ważniejsze i lepsze. Rzeczy bowiem prawdziwie wielkich nie dokonuje się siłą fizyczną, szybkością czy zręcznością – wymagają one rozwagi i poważnej, dojrzałej decyzji.
A choćby nawet starość sił fizycznych nie miała – to przecież nikt od niej ich nie wymaga. Zarówno prawa, jak i zwyczaje zwalniają nasz wiek od tych zajęć, przy których siły fizyczne są konieczne. „Jednak – powiecie – jest wielu starców tak niedołężnych, że żadnym obowiązkom ani zwykłym wymaganiom życia podołać nie mogą”. To prawda – jest to jednak skutek słabego w ogóle zdrowia, a nie starości.

Jeszcze sto lat temu zmiany wokół nas zachodziły powoli.
Świat wydawał się stabilny, a przez to pewny i zrozumiały. Dziś wszystko przekształca się w takim tempie, że nawyki, upodobania i wartości przyswojone w dzieciństwie po kilkudziesięciu latach nie sprawdzają się. Newsweek opublikował ostatnio wyniki badań, które szokują, np. tylko 23% dyrektorów korporacji międzynarodowych potrafiło wyjaśnić, co to jest modem. Pytanie to nie sprawiło kłopotu 98% uczniów szóstej klasy. Tyle samo trzynastolatków wiedziało, co to jest Internet. Pojęcie to znane było natomiast tylko 68% kierowników korporacji, a co piąty był przekonany, że Internet jest częścią Microsoftu. Trudność dostosowania się do zmian powoduje, że otoczenie staje się dla ludzi starszych coraz bardziej obce, niezrozumiałe, drażniące, a niekiedy wręcz złowrogie. Z wiekiem narasta poczucie alienacji. Starość przestała być w oczach młodszych pokoleń symbolem kompetencji, doświadczenia, skarbnicy mądrości czy wiedzy. Ludzie starsi, a dotyczy to już nawet pięćdziesięciolatków, traktowani są pobłażliwie, raczej uprzejmie tolerowani niż z nabożeństwem wysłuchiwani.

Do rozróżnienia młodości i starości stosuje się obecnie kryteria ”technologiczno-socjalne”
Uważa się, że stary jest ten, kto traci zdolność przystosowania się do nowych warunków.
W przeszłości otaczano ludzi starych głębokim szacunkiem. Owidiusz pisał, że „wielka była niegdyś cześć dla siwej głowy”. Spróbujemy przyjrzeć się obecnej sytuacji. W niektórych tradycyjnych społeczeństwach starość jest nadal poważana, w innych zaś cieszy się wyraźnie mniejszym szacunkiem. Ma to miejsce zazwyczaj w społeczeństwach nastawionych na doraźną wydajność człowieka. Tam też wiek sędziwy jest często lekceważony, o ile sami ludzie starsi nie zadbają wcześniej o swą niezależność ekonomiczną. I mimo, że niektórzy aforyści tak jak La Rochefoucauld pisząc: „Starcy lubią dawać dobre rady, aby się pocieszyć, że nie są zdolni dawać złych przykładów” sceptycznie odnoszą się do wieku starczego, pozostańmy na pozycji życzliwości i tolerancji. A z tolerancją jednak różnie bywało i bywa. Niech zaświadczą o tym Strofy do panny Du Parc Cornillea w przekładzie W. Lewika.
Jeśli w mych rysach, piękna pani,
Starego obraz widzisz czarta,
Wiedz, że w sędziwych lat przystani
I ty nie będziesz więcej warta.


Każdy z nas powinien w chwili refleksji spojrzeć na swe życie całościowo.
Z takiej perspektywy widać, że także starość ma swoją rolę do odegrania w procesie wzbogacania społeczeństwa. Jak ważna to rola, niech zaświadczy relacja jednej z moich pacjentek – dziennikarki, która tak oto wspomina swoją babcię i własne relacje z nią:
Dla mojej babci starszy wiek nie był okresem smutku i cierpienia. Zapamiętałam ją jako osobę, która w każdej sytuacji umiała cieszyć się życiem i odnaleźć jakieś jego pozytywne strony. Była przy tym bardzo spokojna i opanowana, nic więc dziwnego, że rodzina, sąsiedzi i wszyscy znajomi garnęli się do niej, bo rozmowa z nią działała niczym kojący balsam.
Myślę, że te cechy rozwinęły się w niej w zetknięciu z koszmarnymi doświadczeniami z czasów wojny. Gdy miała trzydzieści kilka lat, została ujęta w ulicznej łapance i z kilkuletnią córeczką (moją mamą) zesłana na roboty do Niemiec. Babcia umiała odróżniać sprawy naprawdę ważne np. ludzkie zdrowie - od przejściowych, czasem nieco wydumanych smuteczków. Starała się tę swoją umiejętność przekazać innym, zawsze powtarzała, że dopóki trwa życie, żadna sytuacja nie jest przesądzona ani ostateczna. Kiedyś uważałam, że to tylko takie sobie porzekadło, ale teraz widzę w tym głęboką mądrość. Wydaje mi się, że aby z pełna odpowiedzialnością i wiarą w to, co się mówi, zdobyć się na takie stwierdzenie, człowiek musi zetknąć się z bliska z autentycznym dramatem.
Ale na co dzień moja babcia wcale nie była mentorką i nie miała w sobie nic z nudnej nauczycielki. Była bardzo aktywna – zarówno fizycznie, jak i umysłowo. Mieszkaliśmy razem i odkąd pamiętam to ona zawsze przygotowywała przepyszne obiady. Bardzo lubiła gotować i eksperymentować w kuchni, ale sama nigdy się nie przejadała. Uważała, że lepiej nawet zjeść trochę za mało niż za dużo. Nigdy nie miała żadnych nałogów, ale czasem przed obiadem wypijała odrobinę koniaku, uważała, że to bardzo zdrowo.
Do późnych lat uwielbiała czytać. To właśnie jej zawdzięczam, że już jako małe dziecko poznałam klasyków: Mickiewicza, Słowackiego, Sienkiewicza – po prostu mi ich na głos czytała. Zaraziła mnie też manią chodzenia po księgarniach i kupowania książek. Myślę, że przekazując mi kult dla słowa, nieświadomie wpłynęła na to, że skończyłam polonistykę.
Nie wiem, w jaki sposób udawało jej się to robić, ale wśród domowych obowiązków, lektury, spacerów (nigdy nie uprawiała żadnego sportu, ale niemal codziennie chodziła do lasu albo nad rzekę), ręcznych robótek (pięknie szydełkowała!) zawsze była kobietą bardzo zadbaną. Miała ładnie ułożone włosy, nosiła perfekcyjnie wyczyszczoną, srebrną biżuterię (nie lubiła złota) i tak samo nieskazitelnie czyste buty. I zawsze jej zależało na dobrym wyglądzie, nawet gdy już była mocno starsza (żyła 86 lat) i dokuczało jej skaczące ciśnienie.
Spokój i optymizm babci zawsze był dla mnie azylem, umiała mnie pocieszyć, gdy wracałam ze szkoły z dwóją, albo przyjeżdżałam ze studiów ze złamanym sercem. Moja przyjaciółka mówiła, że jak przychodzi do nas i widzi moją babcię wciąż tak samo pogodną i uśmiechniętą, to nabiera wiary w świat. Wydaje mi się, że babcia przekazała tę wiarę bardzo wielu osobom.
Dziadkowie, babcie, dzieci, wnuki

dr nauk med. Janusz Krzyżowski
Psychiatra
Gabinet prywatny tel. 22 833 18 68
00-774Warszawa, Dolna 4 lok. 15
linki sponsorowane, reklamy

1450
Twój komentarz
Dodaj nowy komentarz



Na Forum
Witaminy im nie zaszkodzą. Co innego gdyby je faszerować jakimiś lekami. ...leniwyDarek8     105560

No u mnie też 1 tabletka ibuprofenu 400mg bez problemu działa ...leniwyDarek8     93896

Może to być ból migrenowy, ale warto wybrać się z nim do lekarza. ...leniwyDarek8     598

W takim wypadku polecałbym dietę wątrobową: ... Ona nie tylko sprawdza się w schorzeniach wątroby, ale również ...klamer     842

Moja kolezanka ma ten problem :/ ...tex47a     11084

Pytanie do lekarza !!!
Cukrzyca ciężarnych
Zobacz odpowiedź lekarza Diabetologa
Najczęściej zadawane pytania Zadaj pytanie
Spis treści
-Co tracimy na starość?
-Czy starość jest chorobą?
-Czy starość wymusza szacunek?
-Postęp cywilizacyjny deprecjonuje starość?
linki sponsorowane, reklamy









Design by Media Park Sp. z o.o. ® © 1999 & 2017
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.